Z zapadającym coraz to szybciej mrokiem, a tym samym coraz to krótszym dniem, marnieje nadzieja na choćby krótki lot. Dodatkowo smagające Islandię wiatry i deszcze, falowo przechodzące przez Wyspę i fronty zmieniające się jak w kalejdoskopie nie sprzyjają "paralotniowej gorączce". W taki czas najlepiej uśpić swoje pragnienia, powzdychać co najwyżej nad zdjęciami i filmikami z innych stron świata lub z innego przedziału czasowego...
Chyba że, tak jak w tę listopadową sobotę, zdarzy się błogosławiona przerwa podgodowa i chmury rozstąpią się jak w biblii Morze Czerwone. Jednak nawet będąc już na lotnisku, nawet mierząc wiatr i widząc wskazania w normie, nawet wtedy nie wierzyłem, że ten lot dojdzie do skutku. Wszystko jednak, ku mojemu zdziwieniu poszło jak po przysłowiowym maśle i po kilkunastu minutach od przybycia na lotnisko byłem już w powietrzu z zatankowanymi 7l paliwa na plecach. Słońce, które natenczas zeszło na islandzką ziemię sprawiło, że zacząłem wierzyć, że istnieje jednak na Islandii coś takiego jak jesień - złote i brązowe barwy zdominowały krajobraz. Braki słońca o tej porze roku spowodowały, iż nie mogłem spobie pozwolić na zbyt długi lot ze słońcem w plecy, ustawiłem zatem autopilota i wycentrowałem się frontem na wielką kulę światła, która przez 15 min oświetlała moją twarz z zamkniętymi oczami. Warunki były na tyle spokojne, iż zdecydowałem się na lot na pobliskie lotnisko szybowcowe (Sandskeid), skąd udałem się w stronę Grimnasfell aby zamknąć trójkąt FAI.
Przez cały lot byłem w stanie robić zdjęcia i filmiki (z braku lusterka sprawdzałem też aparatem stan paliwa;)
W ten sam dzień udało nam (Paweł, Hans, Gudbjartur) się swobodnie polatać na Kambar, gdzie wiatr był już o wiele bardziej niepewny. Przejściowe, kilkunastusekundowe opady deszczu nie wystraszyły nas jednak, i dopiero siła wiatru przekraczająca 7m/s na startowisku ostatecznie wysłała nas wszystkich do domu (w jak najlepszych nastrojach).
Podsumowując: 2h w powietrzu o tej porze roku to zdecydowanie uśmiech losu i oby tych uśmiechów było jak najwięcej.
Poniżej filmik z powietrza.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paralotnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paralotnie. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 21 listopada 2011
piątek, 11 lutego 2011
Grounded - czyli czekanie na warunki
W środku lutego można się czuć uwięzionym. Uwięzionym dlatego, iż zima trwa już tak długo i uwięzionym, gdyż jeszcze sporo czasu upłynie zanim się skończy. Dla wszystkich uzależnionych od tego lub innego rodzaju spędzania czasu na zewnątrz, czas ten chciałoby się przespać najlepiej, aby gdy już ruszą dni jasne i pogodne spać nie było trzeba.
W drodze do pracy wiatr z deszczem w porywach do 30 m/s. Nawet na lotnisku międzynarodowym samoloty uwięzione czekają na łaskę niebios. Skrzydło leży w szafie. Książki i gazety o lataniu już dawno wyczytane. Jeszcze tylko internetowe zasoby ratują spragnionych widoku kilkusetmetrowej przepaści pod stopami. Dziękuję wam internetowe wydania http://www.xcmag.com/ oraz http://www.paramotormag.com/
Oby do wiosny!
W drodze do pracy wiatr z deszczem w porywach do 30 m/s. Nawet na lotnisku międzynarodowym samoloty uwięzione czekają na łaskę niebios. Skrzydło leży w szafie. Książki i gazety o lataniu już dawno wyczytane. Jeszcze tylko internetowe zasoby ratują spragnionych widoku kilkusetmetrowej przepaści pod stopami. Dziękuję wam internetowe wydania http://www.xcmag.com/ oraz http://www.paramotormag.com/
Oby do wiosny!
czwartek, 10 lutego 2011
Sezon 2011
Zaczyna się. Jeszcze wiatry wschodnie czynią na Islandzkim podwórku istne cuda, ale już w powietrzu i na niebie widać zmiany. Czekamy na okienko pogodowe, przez które ziemia islandzka będzie mogła doświadczyć słonecznych promieni, a nieliczne tutejsze drzewa doznają chwilowej chociaż przerwy w wyginaniu się na boki.
Sezon paralotniowy zaczął się dla mnie obiecująco - otwarł się całkiem nowy świat latania z napędem. Miało to miejsce w wyżowy poniedziałek ze stabilnym wschodnim wiatrem i temperaturą nieco poniżej zera. Pierwszy raz ćwiczyłem stawianie skrzydła z napędem na plecach. Z wiatrem ok 4 m/s i śliską nawierzchnią pod świeżym śniegiem trzeba było zrobić około 2m "ślig" z obracającym się śmigłem na plecach; adrenaliny nie brakowało. Niebawem zapadła szybka decyzja o próbie startu - w końcu warunki doskonałe trafiają się na tej wyspie delikatnie mówiąc, niecodziennie. Sam lot oprócz faktu, że nie dałem rady wślizgnąć się w siedzenie i wisiałem tylko w uprzęży, przebiegł bez większych przygód. Jak to wyglądało można zobaczyć pod spodem.
ps. mam nadzieję, że emocjonalny komentarz na końcu spotka się z ogólną akceptacją, wszak działanie było w jak najgłębszym afekcie ;)
Sezon paralotniowy zaczął się dla mnie obiecująco - otwarł się całkiem nowy świat latania z napędem. Miało to miejsce w wyżowy poniedziałek ze stabilnym wschodnim wiatrem i temperaturą nieco poniżej zera. Pierwszy raz ćwiczyłem stawianie skrzydła z napędem na plecach. Z wiatrem ok 4 m/s i śliską nawierzchnią pod świeżym śniegiem trzeba było zrobić około 2m "ślig" z obracającym się śmigłem na plecach; adrenaliny nie brakowało. Niebawem zapadła szybka decyzja o próbie startu - w końcu warunki doskonałe trafiają się na tej wyspie delikatnie mówiąc, niecodziennie. Sam lot oprócz faktu, że nie dałem rady wślizgnąć się w siedzenie i wisiałem tylko w uprzęży, przebiegł bez większych przygód. Jak to wyglądało można zobaczyć pod spodem.
ps. mam nadzieję, że emocjonalny komentarz na końcu spotka się z ogólną akceptacją, wszak działanie było w jak najgłębszym afekcie ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
